niedziela, 17 kwietnia 2016

LINCZ – OK!

LINCZ  –  OK!



Informacja, że Dorota Wellman znokautowała przy pomocy torby z laptopem i ziemniakami sadystę znęcającego sie nad szczeniakiem obiegła internet i z całą pewnością zapoznało się z nią znacznie więcej odbiorców, niż z raportem Czarnej Owcy „Jak Polacy znęcają się nad zwierzętami”. Ta ostatnia publikacja, aczkolwiek zaprezentowana przez GW, trafiła bowiem tylko do zainteresowanych kregów i została przeczytana przez ludzi, którzy są „w temacie”. Obie jednak miałyby szansę zrobić wiele dla zwierząt. Miałyby szanse gdyby stanął za nimi społeczny dyskurs i reakcja ustawodawcy. Ale póki co,  nie stanie.

Istnieją przekazy które są dobre merytorycznie, ale nie koniecznie medialne. Wprawdzie dają dużo do myślenia, lecz wymagają pewnego skupienia, zaangażowania, inteligencji i czasu. Istnieją też takie, które po prostu „płyną” i są przyswajane przez tysiące, chociaż nie niosą za sobą wielkiej tresci. Akurat czyn Doroty Wellman był prosty jak konstrukcja cepa – a przez to przemawiający do wielu. Mógłby otworzyć dyskusję o konieczności zwiększenia kar dla oprawców zwierząt, co daje przyczynek do zabrania sie za nowelizację ustawy o ich ochronie. Nie widzę jednak mediów, które by temat podjęły poza przekazaniem tej prostej informacji na zasadzie tabloidalnego newsa. A bardzo szkoda.

Jakiś czas temu historia Piotra Kuryły, który zostawił w 40 stopniowym upale przywiązaną do bramy schroniska szczenną sukę, którą wcześniej adoptował w chwale i glorii, przerodziła się w wielki akt potępienia dla biegacza. Rozpoczęła się medialna nagonka, Kuryło był słusznie atakowany przez tysiące internautów. Czyn jego miał wpływ na to, że odwrócili się od niego sponsorzy i społeczeństwo. Pojawiły się również w prasie artykuły  osób przerażonych masowością tego napiętnowania, które odzywały się w obronie biegacza. Dalej nastąpiła cisza.  Nikt nie podjął tematu, nie zastanowił się dlaczego tak naprawdę Kuryłę spotkał lincz. Zdarzenie podciągnięte zostało pod obecne zjawisko „kultury hejtu”.


O przyczynach zjawiska samosądów mówi prof. Janusz Czapiński na łamach Dziennika. Wyróżnia on dwa podstawowe powody. Pierwszy to niewydolność instytucji państwa w ocenie lokalnych społeczności. Drugi to fakt, że dosyć radykalnie rozmija się surowość sądów i ich orzecznictwo z surowością obywateli i "wewnętrznym kodeksem karnym”. http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/447935,prof-janusz-czapinski-i-sprawie-mariusza-trynkiewicza-czy-dojdzie-do-linczu.html.
Przypadki linczu mają swoje miejsce tam, gdzie władza państwowa nie jest należycie zorganizowana i zbyt słaba, aby móc zająć się skutecznie karaniem przestępców i funkcję tę bierze na siebie społeczeństwo. Należy pamiętać iż samo przestępstwo i krzywda przez nie wyrządzona powoduje zarówno u ofiar, jak i u innych członków danej społeczności, pojawienie się całego wachlarza skomplikowanych stanów emocjonalnych takich jak;uczucia straty, niesprawiedliwości, obawy, chęci zemsty, które poszukują ujścia, odreagowania, przywróconego utraconego poczucia porządku i bezpieczeństwa. Gdy pokrzywdzeni, lub ich współodczuwający znaleźć go nie mogą w legalnej działalności aparatu sądowego,  dochodzi do czynów, skierowanych przeciw sprawcy. Wtedy tłum, lub pojedyńczy mściciel sam wymierza sprawiedliwość.

Zmiany w postrzeganiu zwierząt zarówno domowych jak i gospodarskich dokonują się już od ponad wieku pod wpływem prądu zwanego humanitaryzmem. Zwierzęta stają się ludzkimi przyjaciółmi, towarzyszami, zajmują miejsce członka rodziny. Nasz emocjonalny stosunek do nich uległ zasadniczej przemianie, trudno więc dziwić się, że słysząc o czynach bestialskich skierowanych przeciwko nim budzą się emocje takie jak współodczuwanie dla ofiary, odrazę do oprawcy, chęć sprawiedliwego ukarania go, a tym samym zapobiegania podobnym czynom w przyszłości. Jednakże według Raportu organizacji Czarna Owca Pana Kota  - ponad 74% spraw o przestępstwa przeciwko zwierzętom kończy się odmową wszczęcia lub umorzeniem dochodzenia, a tylko ok. 19% postępowań znajduje swój finał w sądzie.  Zasadniczą przyczyną odmów wszczęcia oraz umorzeń dochodzeń w sprawach o przestępstwa przeciwko zwierzętom jest brak faktycznych podstaw oskarżenia oraz brak ustawowych znamion czynu zabronionego. Z raportu wynika jednak, że wykonanie 86% spośród kar jest warunkowo zawieszane przez sądy na okres próby. Sądy bowiem najrzadziej wymierzały skazanym karę bezwarunkowego ograniczenia wolności (ponad 17% orzeczonych kar), a w połowie spraw rozpatrywanych przez badane sądy w latach 2012–2014 nie orzeczono wobec sprawców przestępstw przeciwko zwierzętom żadnych środków karnych. Liczba ujawnianych przez policję wykroczeń z Ustawy o ochronie zwierząt jest ciagle  znikoma. Dlaczego tak sie dzieje?
- Trudno zrozumieć, z czego wynika ta praktyka sądów, ale taka ona jest - mówi dziennikarce GW Annie Pawłowskiej - adwokat Anna Chrobot, przewodnicząca Koła Przyjaciół Czworonogów przy Okręgowej Radzie Adwokackiej we Wrocławiu.
 W głośnej sprawie psa Barego, który został zakopany żywcem, uratowanego dzięki interwencji policji prokurator Katarzyna Szewczyk zamieniła się w adwokata . Zażądała kary w zawieszeniu motywując to „inną wrażliwością i niskimi zarobkami „ sprawców. Oskarżyciel posiłkowy fundacja Lex Nova wniosła o jego odrzucenie, domagając się m.in. kary 2 lat bezwzględnego więzienia oraz kary  polegającej na wykonaniu pracy społecznej w wymiarze 40 godzin. Żądaniem prokurator zbulwersowany był tym razem nawet sam sąd, który ostatecznie jej wniosek odrzucił. Jednakze taka postawa sądów to wyjątek albowiem zasadą jest nieorzekanie  kary bezwzględnego więzienia, a wyroki za dręczenie zwierząt, zapadają w zawieszeniu albo sprawy zostają umarzane. Organizacje pro-zwierzęce sa bezsilne. Właściciele skrzywdzonych zwierząt lub obserwatorzy aktów bestialstwa zgłaszający przestępstwo policji, stają w obliczu sytuacji, w której oprawca ukarany zostaje karą w zawieszeniu, a więc praktycznie żadną, i śmieje im się w twarz pokazując jednocześnie  środkowy palec.


Trudno więc dziwić się, że tak wygląda przykładowy, jeden z tysięcy wpisów anonimowej internautki pochodzący z forum Polityki: dotyczącego tematu: „Jakie kary powinny obowiązywac za dręczenie zwierząt” Ja nie przeszłabym obojętnie wobec zwyrodnialca. Gdybym musiała zainterweniować nawet w przypadku zwyrodnialca (uderzając go albo coś innego) zrobiłabym to bez wahania, skoro sądy i policja są bezradne. Widziałam kiedyś jak 2 chłopców okładało Psa cegłą, biegłam ze łzami żeby pomóc ale wyręczył mnie nieznajomy mężczyzna który wraz z kolegą sprał dotkliwie zwyrodnialców. Nie powiem jak bardzo ucieszył mnie widok krwawiących pokiereszowanych twarzy zwyrodnialców. Pieska zabrano do lecznicy i jego historia zakończyła się szczęśliwie. Jeśli zobaczę krzywdę zwierzęcia nie cofnę się przed niczym aby mu pomóc. Policja i Sąd będą na końcu. Sami możemy wymierzać kary.


Kwestia poprawy losu zwierząt, to jak obecnie wszystkie kwestie ideologiczne w Polsce – problem polityczny i wpisana została do obowiązującego dyskursu „prawo-lewo”. Do tej pory wprowadzenie nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt utrudniała obecności w sejmie PSL, który wszystkie próby poprawy losu zwierząt uważał za zamach na wolność swojego wiejskiego elektoratu. W chwili obecnej PSL w parlamencie już nie ma, ale sytuacja w dalszym ciągu nie ma żadnej szansy ulec zmianie. Jakiekolwiek działanie w tym kierunku nie wpisuje się w linię ideologiczną PIS, a najbardziej fanatyczne skrzydła prawicowego betonu wypisują elaboraty udowadniające zagrożenia, wynikające z respektowania praw zwierząt. Czołowa polska talibka Małgorzata Terlikowska w zakazie występów cyrków ze zwierzętami widzi zamach na podstawowe prawa człowieka, a obecność zwierząt towarzyszących uważa za zbrodnie wobec dzieci narodzonych i nienarodzonych. Popiera ją Krystyna Pawłowicz, a Naczelny Tomasz Terlikowski udowadnia bezczelnie, ze „zwierzęta nawet w Wigilię praw nie mają”. Podobne zresztą poglądy reprezentuje wielu innych prawicowych publicystów. Jakakolwiek dyskusja na temat polepszenia losu zwierząt zostaje przez środowiska wsteczne natychmiast zakontrowana „zagrożeniem - wegetariańskiej dyktatury”.


Wygląda więc na to, że póki co, jedynym wyjściem zostaje właściwe użycie damskiej torebki. Nie słychać jednak żeby celebrytce pani Dorocie Wellman postawiono jakiekolwiek zarzuty naruszenia nietykalności cielesnej oprawcy szczeniaka. Gdyby to się stało, jej obrona mogłaby na jakiś czas skonsolidować skłócone ze sobą środowiska pro-zwierzęce i być może stać się motorem jakiejś zmiany. Wszystko wskazuje jednak na to, że news pozostanie tylko newsem; i nikt nie podejmie tego tematu, dopóki któregoś razu jakiś bezsilny obserwator takiego bezkarnego kata poprostu nie zabije. I może dopiero wtedy da to coś komuś do myślenia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz