piątek, 1 kwietnia 2016

KUP PAN TROLLA

Ten tekst powstał tak trochę na zamówienie, a trochę dlatego, żeby uświadomić ludziom, że to co dzieje się na forach internetowych bardzo często nie jest autentyczne a stanowi pewnego rodzaju teatr podobny do tego jaki rozgrywa się na mównicy sejmowej. Ostatecznie nie został nigdzie opublikowany. Polecam ku przestrodze.


KUP PAN TROLLA


Oferta skierowana do osób, które tworzyły już płatne treści o tematyce politycznej w postaci komentarzy na forach internetowych, portalach, blogach, znają mechanizmy działania, nie boja się używać mocnych słów, są kreatywne, potrafią prowadzić ożywioną dyskusję, prowokować. I najważniejsze – ­­potrafią być dyskretne. Oczekiwania: dokładność, sumienność, dyskrecja, samodyscyplina, terminowość. Umiejętność zmiany swojego IP również mile widziana”
Takie ogłoszenie pojawiło się niedawno na kilku portalach pośredniczących w poszukiwaniu pracy. Opublikowane na Facebooku i skomentowane, natychmiast zniknęło. Prowokacja, czy nieostrożność? A może po prostu oferta pracy, jak wiele  innych?

ZAWÓD PRZYSZŁOŚCI

Nie wszyscy użytkownicy internetu zdają sobie jeszcze w pełni sprawę z narodzin nowego zawodu, jakim jest trolling polityczny. Nie wszyscy mają też świadomość, że pomówienia, ubliżanie, wyzwiska i wylew nienawiści na internetowych forach, grupach i portalach społecznościowych  nie są jedynie efektem frustracji niezrównoważonych osobników, a sprytną manipulacją ich mocodawców. Płatny trolling stał się obecnie skutecznym narzędziem walki z konkurencją polityczną. Dla osób, które nie mają doświadczenia w poruszaniu się w sieci, albo korzystają z niej okazjonalnie, ilość wulgarnych komentarzy dotyczących życia politycznego może wydawać się bulwersująca i sprawiać wrażenie naparzanki ideologicznej opartej na zagotowanych emocjach. Nic bardziej mylnego. Bardzo duża część owych nienawistnych wpisów nie jest efektem agresji przypadkowych internautów, ale produktem agencji, które z oczerniania ludzi o innych poglądach politycznych zrobiły wysoko dochodowy interes. Jak informuje dziennik „Polska”: największe partie polityczne płacą firmom marketingowym po kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie za ubliżanie swoim konkurentom. Cena za umieszczenie komentarza o długości 100 do 350 znaków wynosi od 30 gr do 2 zł. Chętnych do takiej pracy nie brakuje. Renata Kim i Ewelina Lis w artykule „Hejterzy bez zahamowań”, który ukazał się w Newsweeku 2016/6 -  piszą, iż na ogłoszenie o pracy polegającej na tworzeniu płatnych treści o tematyce politycznej w ciągu dwóch dni zgłasza się 250 osób, najczęściej byłych dziennikarzy i to wcale nie anonimowo.
Opluwanie za pieniądze przeciwników politycznych nie jest jedynie polską specjalnością, potęga internetowego medium jest bowiem skrzętnie wykorzystywana przez rządy i polityków na całym świecie. Chińskie władze zatrudniły internautów do wpisywanie pochlebnych dla reżimu komentarzy na forach internetowych i blogach. Wpisy zostają umieszczane anonimowo lub pod pseudonimami przez dziesiątki tysięcy użytkowników sieci, których jedynym zadaniem jest wchodzenie na poszczególne strony i wklejanie na nie wcześniej przygotowanego tekstu. (według news.com.au.) W rosyjskim serwisie sobaka.ru pojawiła się relacja byłego pracownika jednej z tamtejszych agencji propagandowych o nazwie FAN, skupiającej pod sobą 12 innych firm, których zadaniem jest tworzenie materiałów dotyczących konfliktu z Ukrainą lub polityki rosyjskiej. Z kolei Wielka Brytania planuje utworzyć nową jednostkę wojskową, która będzie się specjalizowała w prowadzeniu wojny psychologicznej w Internecie. Jej głównym celem ma być oddziaływanie na media społecznościowe (m.in. Twitter i Facebook) i  wykorzystywanie ich dla swoich potrzeb militarnych.(według www.defence24.pl)


WSZYSTKIE CHWYTY DOZWOLONE....
Paweł Szefernaker – obecny sekretarz stanu w KPRM, który w sztabie wyborczym Andrzeja Dudy odpowiadał za kampanię internetową, przyznaje eufemicznie że:  w internecie najlepiej żrą rzeczy kontrowersyjne – przytacza Zbigniew Bartuś w „Dla kogo pracujesz wredny trollu”. Te kontrowersyjne oznaczają tu słowną młockę, hejt, wyzwiska, dyskredytowanie rozmówcy i opluwanie jadem konkretnej opcji politycznej. Wszystkie chwyty są dozwolone, nie ma metod zakazanych – zdradza w rozmowie z portalem żelazna logika.net anonimowy internauta zatrudniony w charakterze płatnego trolla - Ważne jest tylko to żeby osiągnąć skutek. Pisze się o wszystkim, liczy się ilość, szum informacyjny. Im większy odzew tym lepiej. Jak ktoś coś wytknie, to wtedy nie warto wdawać się w polemiki tylko trzeba przykryć to kolejnym niusem, twittem, memem. Im agresywniej i wulgarniej, tym lepiej. Zwierzenia innego płatnego trolla zamieszczone w liście do redakcji opublikowała również  w styczniowym numerze Angora. Zadaniem autora było jak najbardziej oczernić w internecie jedną z partii. „Podano mi ok. 30 “faktów”, którymi miałem się posiłkować przy pisaniu – opowiada -  Cel był jeden. Jak najwięcej postów opublikowanych. Im bardziej zjadliwe, tym większa premia. Autor listu chce aby ludzie dowiedzieli się, że większość wpisów, szczególnie  tych najbardziej agresywnych, nie jest spontaniczna. To wszystko, co jest wypisane pod artykułami, jest po prostu opłacone – stwierdza.­  – Żadna moherowa babcia nie napisze postu. To są ludzie, którzy w wyborach głosowali na “normalną” partię, a tutaj za pieniądze chwalą Dudę i PiS. Oczywiście oprócz wychwalania na forach głównym zadaniem pracowników agencji propagandowych i samych partii jest plucie jadem na przeciwników politycznych i ich zwolenników, tak aby wpłynąć na masy, wskazać im kierunek i liczyć na odzew w sieci. Oprócz zawodowców działają też i ideowcy. Obrażam, i to czasem na ostro, ale zgodnie z przekonaniami – mówi 33-letnia Marta z Warszawy w artykule „Hejterzy bez zahamowań”  Jak widzę komentarze w sty­lu: „marionetka Kaczora” albo „Duda nie ma jaj”, to puszczają mi nerwy, potrafię jebnąć niezłym hejtem. Takich zaangażowanych ideowców działających „pro bono” jest również spora ilość. W swojej zajadłości nie ustępują zawodowcom. I jednym i drugim należy przyznać niewątpliwie jedno; są skuteczni. Działania troli są obliczone na “pobudzenie” obfitych pokładów zawiści, poczucia krzywdy i nieżyczliwości wobec innych, które spoczywają w charakterach wielu naszych rodaków - opowiada na stronie http://biznes.robertbrzoza.pl anonimowa pracownica polskiej agencji - Tacy “pobudzeni” przejmują trollowe “prawdy” i wyrażenia i zaczynają sami je rozpowszechniać – i rusza lawina hejterstwa.


ŻYCIE TROLLA
Agencja Associated Press opublikowała zwierzenia Ludmiły Sawczuk, dziennikarki która, pracowała w petersburskiej agencji propagandowej. W jej wydziale obowiązywało napisanie w ciągu 12 godzin pracy 160 postów propagujących w sieci kremlowską wizję świata. Każdy z trolli prowadził pod różnymi pseudonimami po kilkanaście kont na portalach społecznościowych, a po otrzymaniu codziennych instrukcji określających co ma pisać i jakie emocje wywoływać, wrzucał na rosyjskie i zachodnie strony internetowe spreparowane zdjęcia i proputinowskie komentarze.  Sawczuk przyznaje, że większość z nich to młodzi ludzie, zachęceni dość wysoką płacą ok 40-50 tys. rubli miesięcznie (ok 2500 zł). Jak twierdzą rosyjskie media, petersburskie trolle  zatrudnia agencja Internet Research, finansowana przez holding, na czele którego stoi bliska osoba z otoczenia prezydenta Władimira Putina, a w samym Petersburgu jest ich około 400. Praca trolli trwa od 9:00 do 17:30, za spóźnianie dostają kary finansowe i stale są obserwowani przez kamery. Celem ich działalności jest codzienne zwiększanie oglądalności serwisów o 3000 nowych osób. Byli pracownicy agencji sugerują, iż cała ta operacja jest kierowana z Kremla.
Trollem w Petersburgu najłatwiej zostać z ogłoszenia; można je rozpoznać po tym, że nie precyzuje  zakresu obowiązków i jako miejsce pracy wskazuje zawsze miasto “Stare Selo” na Ukrainie. Rozmowa o pracę odbywa się w biurowcu na ul. Savushkina 55. Chętni muszą wypełnić ogromną ilość formularzy, które gromadzą szereg informacji o nich, ich rodzicach, rodzinach i życiorysach, ale co ciekawe nie testują poglądów politycznych kandydata. Same kryteria przyjęcia do pracy nie są zbyt wygórowane; zainteresowani pracą muszą wykonać krótkie streszczenie artykułu prasowego,  a wszyscy  mówiący i piszący poprawnie po rosyjsku zostają przyjęci.
Według byłej pracownicy polskiej agencji: na polskim rynku pracy również nie ma zbyt wysokich wymagań co do poziomu kandydatów na trolli. Na początku każdy musi podpisać szeroko rozbudowane oświadczenie o dochowaniu tajemnicy, zachowaniu anonimowości w sieci, oraz zobowiązanie do usunięcia otrzymanych programów po skończeniu projektu; a także do niekopiowania instrukcji i nieudostępniania ich innym. Potem należy przejść obowiązkowe szkolenie, na którym przyszli hejterzy uczeni są jak zmieniać adresy IP i mylić portale mediów co do swojej tożsamości; umiejętność ta niezbędna jest do mnożenia lajków dla wybranych wypowiedzi na stronie i aby móc umieszczać posty pod różnymi nikami . Aspiranci  uczą się  również korzystania z przeglądarki TOR, która w każdej sesji identyfikuje się z innym adresem IP, co zapewnia pełniejszą anonimowość w sieci, następnie dowiadują się, gdzie można utworzyć bezpłatne konta emailowe bez potrzeby podawania numeru telefonu, oraz jak używać specjalnego programu czyszczącego historię lajków i komentarzy, co umożliwia dodawanie kolejnych. Program ten rejestruje też aktywność trolla na portalach i wysłane maile  – to od ich liczby i jakości zależy bowiem wypłata.
O rekrutacji i sposobach działania polskich agencji opowiada autor listu do Angory: Nasza spółka jest zarejestrowana poza granicami Polski. W większości są to, tak jak ja, studenci, którzy w wolnych chwilach dorabiają sobie. Najlepiej jest pracować zdalnie, z akademika lub domu. Do mnie odezwał się kolega i zaproponował pracę przy pisaniu postów pod artykułami. Dobra agencja propagandowa musi  mieć kilka tysiecy profili rozlokowanych na Twitterze, Facebooku, innych portalach społecznościowych oraz na forach. Rekordziści w trollowaniu potrafią zarobić podobno nawet do 5000 zł miesięcznie.  Kiedy zbliżają się wybory dla branży zaczynają się “tłuste” zamówienia. – opisuje pracownik agencji - Za każdy odpowiednio sformułowany post firma otrzymuje od piętnastu groszy do nawet trzech złotych. Ja, jako pracownik, dostaję średnio połowę kwoty. Oczywiście dochodzi dodatkowa premia z tytułu popularności określonych wpisów.


ARMIA SZEFERNAKERA
Według informacji pozyskanych przez dziennikarzy z The Guardian: płatni trolle prezydenta Putina działają ściśle według instrukcji codziennie im dostarczanych, a ich przekaz musi być zgodny z ideologicznym kursem Kremla. Dokładnie to samo można powiedzieć o internetowych trollach Dudy – pisze w artykule „A Duda jak Putim – własna armia trolli” Piotr Stasiuk - schemat jest dokładnie powielony. Zadziwiającą jest jeszcze taka zbieżność – posłowie PiS dostają e-mailem instrukcje „co mam o tym mysleć” i jak komentować medialne przekazy dnia. Autor sugeruje, że owo podobieństwo przywodzi na myśl skojarzenie, iż szkolenie medialne w PiS mogło odbywać  się pod okiem putinowskiego instruktora z Kremla.
Według  Witolda Głowackiego w artykule „Prawo i Sprawiedliwość króluje w polskim internecie” opublikowanym w magazynie Polska – The Times - Partia Jarosława Kaczyńskiego jeszcze niedawno kojarzona ze wszystkim, tylko nie z internetem, totalnie dominuje dziś w mediach społecznościowych i w sieci Pomaga w tym zdyscyplinowana armia trolli. Jego zdaniem działalność propagandowa w sieci jest obecnie dosłownie wpięta w struktury PIS, ich internetowa armia jest w większości zawodowa lub półzawodowa, a znaczną jej część zapełniają pracownicy biur poselskich i regionalnych struktur partii. Trolle werbowani i opłacani są przez co najmniej dwie pracujące dla PiS agencje interaktywne, a pewną część stanowią pracujący wyłącznie dla idei internetowi entuzjaści. Ten pogląd potwierdza wyznanie  anonimowego autora listu do Angory – W 2015 roku największym klientem agencji takich jak moja był PiS –Niemal od stycznia pieniądze płynęły szerokim strumieniem. Najpierw wybory prezydenckie, potem parlamentarne. Te głupoty pisane o Komorowskim, potem o Sikorskim, Kopacz i innych z PO, były straszne. Ale…dobrze opłacone. Teraz na tapecie jest Petru. Również  europoseł Janusz Wojciechowski napisał na Twitterze, że John Kennedy był pierwszym prezydentem, który wygrał wybory w telewizji, a Andrzej Duda pierwszym, który wygrał w internecie; potwierdzając znaczenie działalności w sieci dla ostatnich sukcesów Prawa i Sprawiedliwości.
Możnaby zastanawiać się dlaczego internet zaczął ostatnio być w naszym kraju tak bardzo istotny w kampaniach wyborczych i tak bardzo rzutuje na decyzje wyborców. Ażeby to zdiagnozować trzeba nieco uwazniej przyjrzeć się doniesieniom socjologów; z każdym bowiem rokiem przybywa w Polsce grupa osób, dla których internet  jest głównym źródłem informacji. Z badania CBOS i Uniwersytetu Mikołaja Kopernika wynika iż ci, którzy deklarują, że sieć stanowi dla nich podstawę pozyskiwania wiedzy stanowią wiekszość (60%) w grupie osób do 24 roku życia. Jest to całkiem spory odsetek wyborców, na których myślenie i decyzje, również te przy urnach, główny wpływ mają informacje i opinie zamieszczane w internetowych serwisach niezależnie od tego, jak mało byłyby one wiarygodne. Pomimo iż według badań  MEC Analytics & Insight z dnia 28 maja 2015 najważniejszym źródłem wiedzy o wyborach pozostaje  ciągle telewizja (70%), tylko niewiele mniejszy procent wszystkich Polaków podaje za jej główne źródło serwisy społecznościowe (57%). Jest to o tyle znamienne, iż  podczas wyborów w 2010 r. odsetek wymieniających sieć wśród głównych źródeł informacji o polityce wynosił zaledwie 39,4 proc. Łatwo więc zaobserwować, jak silną mamy w Polsce tendencje wzrostową.
 Jeszcze większą rolę spełnia internet na emigracji, szczególnie tej  wcześniejszej - amerykańskiej, która z uwagi na odległość i coraz mniejsze związki z krajem ma o nim niewielkie pojęcie. Nasi rodacy za oceanem wyrabiają sobie poglądy o Polsce głównie za pośrednictwem przekazu płynącego z sieci, przekazu płynącego nieproporcjonalnie, ale za to bardzo szerokim strumieniem. Należy też pamiętać, że internet to medium bardzo elastyczne, w  którym wszelakie treści mogą nie tylko w przerażającym tempie rozmnażać się na zasadzie infekującego umysły wirusa, ale również coraz szybciej mutować w taki sposób, aby właściwi odbiorcy łatwiej je przyjmowali i rozpowszechniali.
W tych realiach nie należy się dziwić, że  ten kto obecnie wygrywa w sieci, ten ma władzę nad umysłami; i nie bez powodu liderem, który zdominował przekaz internetowy stało sie Prawo i Sprawiedliwość. Politycy PiS tworząc przez osiem lat opozycję mieli czas na stworzenie w Internecie własnego, bardzo sprawnie funkcjonującego, źródła informacji i opinii i skuteczne go wykorzystanie. W wywiadzie dla Faktu Paweł Szefernaker ujawnia iż po stronie PIS podczas kampanii prezydenckiej działało w sieci regularnie trzy tysiące osób.  Jakkolwiek niezbyt chętnie przyznaje się on do zatrudniania internetowych trolli; jednakże w rozmowie z Pawłem Sikorą dziennikarzem NaTemat, przyznaje iż  istnieje w jego w zespole internetowym komórka – która ma za zadanie zwracać uwagę na  uwagę na to, co się pisze na forach i reagować. Szefernaker, zapytany wprost czy jego ludzie działają poprzez  dodawanie  komentarzy,  nie zaprzecza Także w ten sposób, jest to jeden z rodzajów aktywności w internecie” – stwierdza.


TROLLING OD KUCHNI
Nazwa „trolling” pochodzi od techniki łowienia polegającej na zarzucaniu przynęty z płynącej łódki. W przypadku trolla, ów haczyk to kontrowersyjna lub obraźliwa wypowiedź, na którą emocjonalnie reagują inni dyskutanci. Merytoryka dyskusji zanika wówczas, a między uczestnikami zaczyna się wymiana ciosów, epitetów i inwektyw. Profesjonalny troll najpierw „zarzuca haczyk” by sprowokować awanturę w sieci, a gdy sieć nie załapie zarzuca drugi i trzeci. Kiedy ryba połknie przynęte racjonalna dyskusja zostaje przerwana, a troll zaczyna walić po głowach rozmówców kijem bejsbolowym. Istnieją różne strategie działania: czasami trolle występują w parach, czasami w większych grupach, linkując do siebie wzajemnie dla wzmiocnienia efektu; jeden dokleja się do dyskusji początkowo niepozornie, rzuca sugestie, delikatnie poddaje w wątpliwość zdanie przedmówców, kolejny wyskakuje z materiałem cieżkiego kalibru wprowadzając do sieci nieprawdziwe materiały przygotowane wcześniej w partyjnyjnej centrali. Nie od dziś wiemy że: „kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje sie prawdą” ; trafiając na podatny grunt, owe fałszywki potrafią siać spustoszenie i kiełkować w umysłach odbiorców niczym chwast.
Zdaniem Brandona Smitha autora artykułu „Disinformation: The Magic of the Lie, Propaganda, Governments, Elites and How It Works” opublikowanego na portalu http://poorrichards-blog.blogspot.com/2012/08/disinformation-magic-of-lie-propaganda.html a zamieszczonego w przekładzie Tomasza Nowakowskiego na stronie https://ussus.wordpress.com: trolle używają  szeregu sprawdzonych w sieci sposobów i sztuczek dlatego też tak trudno się im przeciwstawić. Podstawowym ich sposobem jest pisanie skandalicznych, oburzających komentarzy by odwrócić uwagę, sfrustrować rozmówców, ośmieszyć niewygodne opinie. Inną metodą, jest sprawić aby spólne, logiczne  argumenty przeciwników zostały skompromitowane poprzez zestawienie z bełkotem, albo nawoływaniem do przemocy. Troll będzie też próbował zdominować  wartościową dyskusję w celu zakłócenia jej, oraz sfrustrowania zaangażowanych w nią osób, posługując się listami lub bazami zaplanowanych konspektów rozmów, które zawierają uogólnione, wprowadzające w błąd odpowiedzi na prawdziwe, racjonalne argumenty. Zamieszczone na ich podstawie posty wyglądają na  zbyt dobrze zredagowane, zbyt poprawne; trącą nienaturalnością i łatwo je wychwycić. Dezinformatorzy budzą fałszywe skojarzenia poprzez ciągłe posługiwanie się negatywnymi konotacjami typu „komuniści, faszyści” w celu tworzenia uprzedzeń, oraz odwodzenia rozmówców od obiektywnego badania dowodów. Inną techniką jest nawoływanie do „głosu rozsądku” wobec argumentów niezaprzeczalnie świadczących za jedną stroną, aby osłabić ich siłę. Powszechną metodą jest oskarżanie opozycji o jakiś punkt widzenia, nawet jeśli nie jest on wcale jej poglądem, następnie atakowanie tego stanowiska. Według systematyki wprowadzonej na stronie http://www.eioba.pl/a/33w5/allmanah-manipulacji-w-internecie profesjonalnego trolla cechuje narcystyczna pewność siebie i pełen profesjonalizm – to osoby szkolone do lobbowania bądź wojen w internecie, znają dobrze dany temat i nie wahają się używać wszelkich argumentów. W ich wypadku nawet nick jest dobrze dobrany tak, aby wpływać na podświadomość człowieka.  Jeśli spotkasz w sieci kogoś, kto spełnia powyższe kryteria i używa kilku z wymienionych strategii naraz, to prawdopodobnie masz doczynienia z płatnym trollem.

H. Michael Sweeney na portalu http://www.proparanoid.net/truth.htm zamieszcza cechy dezinformatora pochodzące z nieopublikowanej książki “Fatal Rebirth”, przekład której fragmentów można znaleźć na portalu https://pracownia4.wordpress.com. Cechy te przedstawiane są  jako charakterystyka osób zawodowo zajmujących się trollowaniem w internecie. Bazując na swoich bezpośrednich doświadczeniach przytaczam za nim te, które potwierdziły się u osobników, jakich niewątpliwą nieprzyjemność miałam spotkać w sieci . Płatni trolle nadewszystko unikają cytowania oraz podawania źródeł swoich sądów, a przeciwników wybierają bardzo selektywnie skupiając atak na kluczowych oponentach. Pojawiają się nagle w konkretnym gronie pozornie przypadkowo, wprowadzając nowy temat bez wcześniejszego udziału w ogólnych rozmowach. W przypadku spadku zainteresowania tematem - znikają. Charakteryzuje ich wyjątkowa odporność na ostrą krytykę i kompletny brak akceptacji rozmówców, bez względu na wszelkie dowody świadczące przeciwko nim, zaprzeczają wszystkiemu i żadna opozycja, choćby nie wiadomo jak silna, nie odwiedzie ich od wykonania zadania. Będą oni kontynuować stare schematy działania niczego w nich nie zmieniając, pomimo rozpracowania przez otoczenie ich gry, a wynika to z faktu, iż tak naprawdę nie obchodzi ich, co myślą o nich inni, stąd też nie starają się  poprawić swojego stylu komunikacji ani jej treści. Typowa jest też dla nich niespójność i przytaczanie wzajemnie sprzecznych informacji. W przypadku krytyki swojego mocodawcy, troll będzie się starał stłamsić dyskusję jeszcze w zarodku, zdeprecjonować krytykanta oraz osoby go wspierające, co zapewni mu przewagę w ewentualnych przyszłych konfrontacjach. Od osoby prezentującej przeciwne stanowisko będzie domagać się przedstawienia go na poziomie akademickim, podczas gdy sam używa lapidarnych argumentów i nie potrafi wskazać wiarygodnego źródła.W obliczu takich wymagań każde stwierdzenie jego oponenta pozbawia dyskusję sensu, a kto się z tym nie zgadza zostaje wyzwany od idiotów, albo obrażony za pomocą innych inwektyw. Troll będzie również prowokował rozmówcę do emocjonalnej, ośmieszającej w oczach innych odpowiedzi, która osłabi jego pozycję, a sam będzie wykazywał widowni, jak bardzo przeciwnik jest “wrażliwy na krytykę”. Jeśli ma taką możliwość na sam koniec wyciągnie najcięższą artylerię; zarzuci oponentowi kłamstwo, zagrozi sądem i zablokuje go tak, aby ten nie miał możliwości odpowiedzi.


PRZEGONIĆ TROLLA
Bezpośrednie spotkanie internetowego trolla i słowne z nim starcie może wywołać szok u co bardziej wrażliwych. Troll jest bowiem odporny na racjonalne argumenty, a działa poprzez wzburzenie oponentów, uniemożliwianie normalnej dyskusji, dezinformację i stosowanie inwektyw. Dyskusja z nim nie ma absolutnie żadnego sensu, a co mniej odporni mogą przypłacić ją rozstrojem nerwowym. Najłatwiej jest spotkać trolla na grupie dyskusyjnej, forach internetowych i w komentarzach pod artykułami prasowymi, ale potrafi on zaatakować również z prawdziwego bądź fałszywego konta na facebooku podszywając się pod znajomych znajomych. Kiedy zostaje zdemaskowany okazuje się, że nikt go tak naprawde nie znał, do znajomych dodał go ktoś przypadkiem, przez pomyłkę, albo na skutek krótkiej przypadkowej znajomości. Jestem skłonna przypuszczać, ze w „gorącym okresie” kampanii prezydenckiej czy parlamentarnej w każdej większej internetowej grupie, nawet jeśli ma charakter zamknięty – znajdzie się polityczny troll. Jest bardzo poważna szansa, ze ma go „wklejonego” ktoś z grupy znajomych na portalu społecznościowym. Jeśli jesteśmy regularnym użytkownikiem sieci spotkanie z płatnym trollem jest wcześniej, czy też później nieuniknione. Ważne jest jednak abyśmy umieli prawidłowo na niego zareagować, osłabić jego siłę rażenia i nie popaść w niepotrzebną frustrację.
Ataki trolli mają na celu indoktrynację, zmianę przekonań, poddanie w wątpliwość faktów, albo zaciemnienie prawdy. Istnieją jednak jednostki bardziej na nie narażone; są to typy generalnie bardziej podatne  na wszystkie nieuczciwe techniki wywierania wpływu. Podobnie jak i działaniom manipulacyjnym sekt, dezinformacji najłatwiej ulegają jednostki nieśmiałe, o zaniżonym poczuciu własnej wartości i małej odporności na stres. Należą do nich osoby o tzw. słabym autorytecie wewnętrznym, które bardziej niż na samych sobie polegają na innych, i w ich oczach szukają potwierdzenia. Podatni na wszelką manipulację są też ludzie o niskim poziomie wiedzy ponieważ  można im wmówić znacznie więcej, niż tym, którzy potrafią oprzeć się na swojej erudycji, skorzystać ze źródeł i porównać punkty widzenia. Również osoby o małym doświadczeniu życiowym, nie mając skali porównawczej ani doświadczeń do których mogliby się odwołać, częściej od innych ulegają dezinformacji, stąd trollom o wiele łatwiej jest „opętać” ludzi młodych, naiwnych i niedoświadczonych.

Kiedy więc uczestniczycie w dyskusjach, wymianie poglądów na portalach społecznościowych, na forach, czy też w grupach dyskusyjnych, decydujcie sami kiedy użyty został racjonalny argument, a kiedy macie do czynienia z celowym hejtem, dezinformacją lub oszustwem. Nie wahajcie się nazywać trolli po imieniu. Zarówno ci celowo starający się wprowadzić was w błąd, jak i ci, którzy zostali po prostu zmanipulowani, na ogół w takiej sytuacji wezmą nogi za pas. Nie można pozwolić się wciągnąć w żadną wojnę na argumenty, ani pozwolić unieść emocjom. Pamiętaj, że masz doczynienia z przeciwnikiem dużo lepiej od ciebie przygotowanym technicznie, psychologicznie, profesjonalistą nieangażującym się emocjonalnie wykonującym tylko swoje zadanie, a jego atak na ciebie nie jest personalny. Z moich doświadczeń wynika, że dobrze działa pogrożenie paragrafem 212 Kodeksu Karnego, mówiącym o pomówieniu. Na jego wspomnienie trolle na ogół zwijają manatki. Radosław Sikorski, faktycznie bowiem pozwał wydawców "Faktu" i "Pulsu Biznesu" za wpisy internetowe na ich forach. Warto też wiedzieć, ze osobie posługującej się w sieci nickiem (loginem), która została publicznie znieważona bądź oszkalowana, również przysługuje ochrona prawna, jeśli gotowa jest ona na ujawnienie swojej tożsamości. Potwierdzają to zarówno eksperci, jak i orzecznictwo sądowe.

Wygląda na to, iż trolling na stałe wpasował się do ogólnoświatowej kultury politycznej, i że owa profesja polegająca na uprawianiu płatnej nienawiści staje się równie popularna, jak najstarszy zawód świata. Miłość i nienawiść dwie przeciwstawne emocje, które najsilniej władają człowiekiem i które wydają się  najmniej skłonne poddaniu jego kontroli, można dziś bez trudu kupić za pieniądze. Warte zwrócenia uwagi jest, iż o ile instytucja płatnej miłości od zarania dziejów spotyka się w społeczeństwie z miażdżącym potępieniem praca w sektorze płatnej nienawiści została zaakceptowana bez większych oporów.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz