czwartek, 31 marca 2016

2044 - powieść

 Swojego czasu zachwycaliśmy się wszyscy powieścią George`a Orwella "1984" .Orwellowska wizją świata totalitarnego jest nieśmiertelna i ciągle aktualna i z każdą chwilą podobnie jak  "Tango" Mrożka nabiera mowych znaczeń i odniesień do rzeczywistości. 
Ponieważ raz jeden jedyny postanowiłam iść z prądem postanowiłam zacząć pisać naszą narodową wersję  1984, która dzieje się 80 lat później w roku 2044. Kolejne rozdziały będą publikowane w trakcie powstawania.


2044



Rozdział I


Andrzej Buba miał kłopoty. Oczywiście można by uznać, że kłopoty są nieodłączną częścią ludzkiego życia ale kłopoty Andrzeja ostatnio pojawiały sie nagminnie i rosły w zaskakującym tempie. Pozornie wydawać by się mogło, że wszystko doskonale przemyślał i ułożył i realizował konsekwentnie. Był nieskazitelnym czcicielem wodza, lojalnym, nieodłącznym fanatycznie prawicowym i nigdy nie zbaczał z obranego kursu. Był zdolny, inteligentny i wydawać by się mogło obdarzony polityczną intuicją a jednak w pewnym momencie coś wpłynęło na to, ze problemy zaczęły się spiętrzać i budować coś w rodzaju piramidy , której ostry zarys nie przerósł go jeszcze ale już zaczynał boleśnie uwierać. Budował swoją karierę z rozmysłem, bez pośpiechu. Skończył prestiżową Katolicką Szkołę Biznesu i Medycyny na wydziale Katolickiej Organizacji i Ochrony Zdrowia z wyróżnieniem, podjął pracę. Ożenił się z córką prorektora do spraw studenckich, pochodzącą z dobrej wielodzietnej rodziny. Wkrótce awansował. Jako kierownik działu Prewencji Samobójstw Młodych Matek Naturalnie Dobieranych  sprawdził się na tyle, że wkrótce przeniesiono go  do Państwowej Komisji do Spraw Zapłodnień Cyklicznych, po roku został jej przewodniczącym a nieoficjalnie mówiło się, że dzięki staraniom teścia miał wkrótce zostać przeniesiony wyżej do władz samego Urzędu . Nadrzędną jednostką dla komisji był Urząd do Spraw Dzietności. Doświadczenie Andrzeja na wielu polach wydawało się być kluczowe i predysponować go już od dawna do obiecanego awansu. Nic nie wskazywało na to, że cokolwiek może przeszkodzić mu w kontynuowaniu tak świetnie zapowiadającej się kariery, a jednak wszystkie te starania zakończyły się fiaskiem. Praca w komisji nie była szczytem jego ambicji, a dodatkowo była obarczona dużym ryzykiem narażenia sie Narodowemu Zespołowi Antykorupcyjnemu, który niejednokrotnie podsyłał swoich prowokatorów, testował uczciwość, zaangażowanie i nieprzekupność członków komisji. Andrzej wiedział, ze ludzie są zawodni, a życie jedynego żywiciela wielodzietnej rodziny – niezwykle kosztowne. Dlatego też pragnął jak najszybciej wydostać się z tego stanowiska dopóki nadmierna chciwość któregokolwiek z jego podwładnych nie stanie sie przyczyną skandalu . Pozatym na pracę nie mógł narzekać. Komisja obradowała raz w tygodniu.  Głównie przeglądała katalogi przyszłych matek i dyskutowała nad doborem kandydatek indywidualnych. Kandydatką indywidualną stawała się każda jednostka żeńska, która ukończywszy dwadzieścia jeden lat pozostawała w stanie wolnym. Jeżeli studiowała, okres ten mógłbyć wydłużony do 22 roku życia, bo w 22 roku życia wszystkie kobiety musiały obligatoryjnie zakończyć naukę i nie wolno im się było dalej kształcić.  Andrzej przewodniczył komisji, rozpoczynał posiedzenia, miał ostateczny głos rozsądzający spory dotyczące doboru naturalnego oraz miał obowiązek zwoływania posiedzeń nadzwyczajnych w sytuacjach wyjatkowo skomplikowanych. No i oczywiście odpowiadał za prawidłowe stworzenie całej dokumentacji wstępnej i przekazanie jej do Działu Ochrony Ciąży z Naturalnego Doboru. Juz od dawna tajemnicą Poliszynela było, że Andrzej przygotowuje swojego zastępcę do rychłego przejęcia swoich obowiązkówi szykuje sie wyżej  i nagle nastąpiło fatalne dla wszystkich załamanie. Nie wiadomo w jaki sposób do wiadomości publicznej przedostała się informacja, iż jego rodzona siostra w wieku 38 lat była matką jedynaka.
Ten bulwersujący fakt został skrzętnie zauważony przez prasę. Po ukazaniu się w wysokonakładowym czasopiśmie„Bliżej Krzyża” błyskotliwego artykułu zatytułowanego „Jedna jaskółka wiosny nie czyni” w szeregach sprzymierzeńców Andrzeja nastąpiła konsternacja. Wprawdzie sam Andrzej miał sześcioro rodzeństwa. W wieku 45 lat był ojcem pięciorga dzieci, a ze swoją siostrą nie utrzymywał stosunków towarzyskich ale już samo tak bliskie pokrewieństwo z osobą ideologicznie podejrzaną stawiało go w dość niekorzystnym świetle. Do tego przyczyniła się również niefrasobliwośc jego żony, dla której, jak wiele osób z bliskiego kręgu mu zarzucało, był zbyt pobłażliwy. Żona Andrzeja miała jakieś sentymentalno-estetyczne obiekcje w sprawach nadawania dzieciom właściwych imion i sprawa ta była już parokrotnie podnoszona przez kręgi Andrzejowi niechętne.  Wprawdzie bliźniaki płci męskiej zostały ochrzczone najbardziej popularnymi w tamtym okresie imionami Jarosław Lech i Lech Jarosław, ale pierworodna, starsza od nich o trzy lata córka nazwana została wcześniej staroświeckim imieniem Marta. Po wydaniu na świat kolejnej córki żona Andrzeja zaprotestowała przeciwko nazwaniu jej wdzięcznym i jakże dobrze we własciwych kregach widzianym imieniem - Prokreacja. Po długim i niewdzięcznym okresie konferowania i właściwych sugestii z trudem wymusił na niej kompromis tak, ze zrezygnowała z nadawania córeczce imienia swojej ukochanej babki i zgodziła się na nazwanie dziewczynki - Nadzieją. Kiedy była w kolejnym stanie błogosławionym Andrzej wymógł na niej że następny syn będzie nosił modne imię Naród ale jednak urodziła się kolejna dziewczynka. Traf chciał, ze wszystkie dzieci płci żeńskiej, które urodziły się we własciwych kręgach w tym okresie nazywano Dekomunizacja. Wprawdzie sam dyrektor Urzędu ochrzcił swoje córki imionami Dobra Zmiana i Lustracja  ale jednak Dekomunizacja była widziana najlepiej.  I tu znów Andrzej okazał się zbyt uległy albowiem tym razem kompletnie nie potrafił przeciwstawić się małżonce, która nalegała ze względu na pamieć swojej babki na  imię Beata, które w tym okresie już od dawna było „passe” i nadawanie i nadawanie go było już bardzo ryzykowne. Szeptano po kątach, że podobno żona Andrzeja zagroziła jeszcze będąc w ciąży, że szybciej skoczy z okna niż pozwoli, żeby jej najmłodsza córka nazywała się Dekomunizacja Buba, a on nie miał na tyle odwagi (czy też charakteru, jak podkreślali ludzie Andrzejowi niechętni), żeby oddać ją na okres ciąży do Działu Prewencji. Elementy animalne – doniosło wkrótce „Bliżej Krzyża” – pogrążają się w coraz większej degrengoladzie moralnej albowiem oprócz swoich podejrzanych koneksji z matkami jedynaków wykazują zachowania skrajnie indywidualistyczne w żaden sposób nie przyczyniając się do triumfu narodu. Wszyscy wtajemniczeni doskonale wiedzieli kogo miał na myśli autor pisząc o elementach animalnych i tak przynajmniej na razie awans przeszedł Andrzejowi koło nosa. Teść, zirytowany uwagą Andrzeja, iż nie umie odpowiednio wpłynąc na córkę chwilowo obraził się i przestał robić jakiekolwiek starania pozostawiając Andrzeja w Komisji i w bezpośredniej bliskości Urzędu Antykorupcyjnego.
Dzisiaj jednak Andrzej Buba był szczególnie rozdrażniony. Jeden z jego osiemnastoletnich synów zaczął bowiem od pewnego czasu sprawiać kłopoty. Szedł właśnie ze szkoły bliźniaków albowiem poprzedniego dnia Lech Jarosław poinformował go, że ma się natychmiast stawić u dyrektora szkoły. Powodem miało być jego ostatnie wypracowanie z języka narodowego.
Do gabinetu wszedł przeczuwając spore kłopoty albowiem trzy miesiące wcześniej brat dyrektora szkoły usiłował wyłaczyć swoją niezamężną córkę z obowiązku przymusowego zapłodnienia poprzez dobór naturalny czyli przez obowiązkowego kandydata wskazanego przez komisję. Prosił o kilka miesięcy zwłoki zobowiązując się znależć narzeczonego i doprowadzić córkę do ołtarza tak szybko jak będzie to tylko możliwe, ale komisja odmówiła i bratanica dyrektora została poddana procedurze doboru naturalnego, czyli przymusowo  zaślubiona z naturalnie dobranym kandydatem i zapłodniona.  Wkrótce po świetym akcie małżeńskiej  inseminacji umieszczona  została w szpitalu psychiatrycznym, co okazy wało się bardzo częstą koniecznością wobec ciężarnych, poddanych  przymusowemu zapłodnieniu, aby podtrzymać ciążę i rodzina nie miała z nią już kontaktu od kilku tygodni .
Dyrektor siedział przy biurku a za nim z tyłu Andrzej zobaczył Lewińskiego – wychowawcę i nauczyciela języka narodowego.
-To jakiś niezwykły zbieg okoliczności - wycedził dyrektor przez zęby, -  że właśnie  pana syn przedstawił na forum klasy tak wyjątkowo antynarodowe wystąpienie. W ręku trzymał pokreśloną na czerwono prace napisaną na komputerze i wydrukowaną na papierze firmowym szkoły, jaki przydzielany był dzieciom i młodzieży wraz z darmowymi podręcznikami wydawanymi w duchu Odnowy Narodowej. Te obrzydliwe słowa – syczał dyrektor wskazując palcem podkreślone na pracy wyrazy - nie znalazły się tu przypadkowo. Jestem pewien, ze te błędy ideologiczne zostały nagromadzone specjalnie po to, aby odczytać je na głos przy klasie.
Wypracowanie polegało na opisaniu życia na współczesnej wsi , wiec wydawałoby sie że jest tematem zupełnie bezpiecznym i Andrzej nie musi sprawdzać go wieczorem pod kątem poprawności ideologicznej.
Dyrektor podał mu tekst już w pierwszym akapicie uderzyło go zamazane na czerwono jedno z pierwszych zdań„ Lato to pora obfitego podlewania lewkonii pod oknem” – przeczytał i na jego czole pojawiły się krople potu. Co za bezmyślny gówniarz ?! – pomyślał ale włosy zjeżyły mu się na głowie, kiedy jego wzrok podążył dalej i Andrzej przeczytał podkreślone zwroty w kolejnych akapitach. „betonowe odlewy służące do budowy ogrodzenia ”, „użycie lewarka podczas awarii samochodu” i „gumowej cholewy czyszczonej w zlewozmywaku”. Na koniec nastąpił opis o tym jak wiejskie ptaki „zjadają plewy i polewają się wodą” Poczuł jak rośnie w nim wściekłość .
-Cóż to za podłe insynuacje?! Wybuchnął – to są błędy słowotwórcze a nie ideologiczne!
- Błąd słowotwórczy  – wtrącił sie nauczyciel języka narodowego siedzący do tej pory cicho pod ścianą - byłby gdyby wystąpił jeden. A takie nagromadzenie zakazanych zbitek fonetycznych wskazuje na ideologiczne podłoże ich zastosowania.
- „Lewy” - Panie Przewodniczący – powiedział z sarkazmem jest wszędzie w całej tej pracy„ lewy i lewy „, na początku już trzy razy „lewy” na końcu końcu  „Lewy” – chyba pan nie zaprzeczy że podobne zestawienie  mogło powstac u osiemnastoletniego chłopca przypadkowo, szczególnie, ze przez ostatnie kilka tygodni poświęciliśmy na zastępowanie niepoządanych w jezyku narodowym wyrazów na prawidłowe. Zamiast „podlewanie lewkonii” powinien zostać użyty zwrot „zraszanie kwiatów” a zamiast „lewarka” i „cholewy” należało użyc słów „podnośnik” i „gumowa część buta”. Zamiast „zlewozmywaka” uczyliśmy się używać zwrotu „czyszczenia pod kranem”
- A „odlewy” –  wrzasnął wzburzony Andrzej- Co do cholery jasnej zrobiłby pan ze słowem „odlewy”?!
- Pan Jarosław – wtrącił dyrektor – słusznie ma wątpliwości do pana ideologiczności, nie tylko słowotwórczej ale również frazeologicznej. Może wam w tej komisji powinni robić jakieś specjalne kursy donaradawiające - zakpił - „odlewy” można doskonale zastąpic słowem „gipsowe kształtki”, a co do „plew”.....
- Pan Jarosław? – zdziwił się Andrzej. W dzienniczku miałem przez 3 lata zapisane że pan nazywa się Bolesław . Bolesław Lewiński - powiedział z niemałą satysfakcją.
-Jarosław - to moje nowe nazwisko powiedział nauczyciel . A na imię przybrałem Smoleńsk.
- Poparłem pana Jarosława w tej słusznej decyzji – dyrektor wskazał nalepkę umieszczoną na drewnianej szafce. Biało czerwonymi literami było wyraźnie wykaligrafowane Smoleńsk Jarosław.
Andrzej wiedział już, ze musi załagodzić sprawę jak najszybciej.
- Oczywiscie zgadzam się – powiedział po chwili namysłu, ze takie nagromadzenie błędów nie jest dopuszczalne i zasługuje na ocenę niedostateczną. Zobliguję też syna do powtórnego napisania wypracowania. Napisze je jeszcze dziś wieczorem.
-Niedostateczną?! – żachnął się dyrektor. Ocena niedostateczna to zbyt mała konsekwencja.  Pana syn wychylił się w bardzo niebezpiecznym kierunku. Sprawa zostanie skierowana do Komisji Chrześcijańskiego Wychowania Pana syn zasługuje na pobyt w ośrodku korygującym.
Andrzej poczuł jak pot oblewa mu czoło.
-Ośrodek Korygujący za bezmyślne wypracowanie – powiedział pozornie obojętnie i usiłował roześmiać się.  Moze poprzestaniemy na 7 dniowym zakazie dostępu do internetu i obowiązkowej poprawie pracy....No ja nie kwestionuję, ze ocena semestralna moze być w takiej sytuacji obniżona.
-  Czy doczytał Pan dzieło swojego syna do końca ? – Dyrektor wstał i zaczął przechadzać się wzdłuż gabinetu od ściany do ściany. Wyraz „lewy” został użyty w jednej pracy 16 razy. Sam wyraz „lewarek” został powtórzony trzy razy. A wie pan co pomogło małej siostrzyczce, kiedy u cioci na wsi bolał ją brzuch według pana syna? Otóż  LEWATYWA. Tak - powiedział z naciskiem – Tak, to  była lewatywa. Proszę też uważnie przeczytać zakończenie pracy. To już  jest po prostu ostentacja.
Andrzej przeniósł wzrok na ostatnie zdanie. „Kiedy jestem u cioci na wsi niestraszna mi jest żadna burza ani ulewa.” Przeczytał i spojrzał na dyrektora starając się ukryć niepokój.
-Nie ma pan chyba wątpliwości co do celowego rozmieszczenia tych wyrazów w pracy. Tu nie może być mowy o bezmyślności. To jest prowokacja. Ja miałem bardzo dobre zdanie o pana synu ale ostatnie jego wybryki zaczynają mi je już dość mocno zacierać. Nie wiem czy pan wie, że poddał w wątpliwość celowość istnienia szkół męskich i żeńskich. Musieliśmy zmienić tok lekcji i przygotować dodatkowe szkolenie antygenderowe. Ponadto jest podejrzany o pomazanie drzwi w szkolnej ubikacji. Musiałem to zgłosić do służb bo obok narysowanego męskiego członka ktoś obok napisał „Wódz”. W dodatku przez „u” zwykłe i „c”. „Wuc”po prostu „wuc”. Pana syn miał wtedy lekcje w sali 11, która znajduje się tuż obok tej toalety i widziano go jak tam wchodził tuż przed pojawieniem się napisu. Niestety to on jest w tej sprawie głównym podejrzanym.
- Zabiję gówniarza – przemknęło Andrzejowi przez głowę. Jego wzrok przez chwilę zatrzymał sie na Jarosławie. Dyrektor też popatrzył na niego znacząco.
-Och mam przecież dyżur – wykrzyknał nauczyciel nieco teatralnie i podniósł się z narożnego fotela- Czy będę jeszcze niezbędny panie dyrektorze? – zapytał przestępując z nogi na nogę.
- Nie, nie,  Jakoś sobie bez pana poradzimy – westchnał dyrektor i w ten sposób pozostali w gabinecie sami.
- Rozumiem – powiedział dyrektor, kiedy Jarosław zamknął za sobą drzwi- jak bardzo niekorzystna byłaby dla pana obecnie koniecznośc państwowej korekty zachowań pańskiego syna. Musimy wspólnie pomyśleć co byłoby w takim razie najlepsze dla niego.
Andrzej zdawał sobie doskonale sprawę, że ze swoimi koneksjami w wydziale Edukacji Chrześcijańskiej byłby w stanie nie dopuścić do zebrania się  Komisji Chrześcijańskiego Wychowania w sprawie swojego syna, ale już sama konieczność takiej interwencji rzucałaby na niego niewłaściwe światło. Sprawie trzeba było jak najszybciej ukręcić łeb.
-Lech Jarosław jest w trudnym okresie dojrzewania – powiedział. Należałoby się  przyjrzeć  jakie antynarodowe elementy mogą mieć w klasie wływ na jego wychowanie.
- Klasa jest bez zarzutu - powiedział dyrektor
-Syn otrzymuje w domu prawidłowe moralnie wychowanie wsparte działaniami całościowymi rodziny złożonej z mężczyzny i kobiety – oświadczył Andrzej. Złe wpływymuszą pochodzić z zewnątrz.
- Och nie wątpię w to - powiedział pośpiesznie dyrektor. Drugi pański syn Jarosław Lech jest absolutnie bez zarzutu. Jest w pewnych kwestiach ideologicznych – powiedziałbym wręcz......tu długo szukał właściwego określenia – jest wręcz nadgorliwy.
- No właśnie – ucieszył się Andrzej. Z całą pewnością zlokalizuję to zewnętrzne zagrożenie, zrobię przegląd środowiskowy. Popytam syna o innych kolegów spoza szkoły...Hmmm, a co do pańskiej siostrzenicy... Zapewne pański brat chciałby ją przenieśc  do domu na okres poprzedzający poród... Myślę, ze byłoby to całkiem możliwe jeśli podpisałby oświadczenie, ze zapewni jej odpowiedni dozór rodzinny, który będzie skuteczny i uchroni ją przed ewentualnością samobójstwa do momentu rozwiązania. Niewykluczone, że powstanie konieczność zatrudnienia do tego czasu profesjonalnej opiekunki z licencją Działu Prewencji.
- Ależ oczywiście, ze podpisze- twarz dyrektora rozjaśniła się w uśmiechu. I może zatrudnić opiekunkę, ale czy wystarczy zatrudnienie jej do okresu porodu?  
- Ależ oczywiście. Tylko dopóki dziecko nie przyjdzie na świat. Potem mogą się już zabijać.....- roześmiał się, ale po chwili zamilkł uświadamiając sobie, że jego rozmówcy ten dowcip mógł nie przypaść do gustu -  Tylko do chwili porodu - powtórzył machinalnie.
- A kiedy można by było ją zabrać? – spytał dyrektor
- Myślę, że do końca miesiąca wykonają już wszystkie stosowne badania zezwalające na powrót do domu. Oczywiście – Andrzej podniósł wypracowanie leżące na biurku. – zabiorę tą nieszczęsną bazgraninę, żeby lepiej wyćwiczyć z synem właściwe użycie wyrazów słusznych narodowo. A co do oceny...
- Tak,  oczywiście – potwierdził dyrektor – obniżymy na semestr, ale damy szansy poprawy na koniec roku. Na świadectwie wszystko będzie jak najlepiej, oczywiście przy jego i pańskich odpowiednim stosunku do przedmiotu. A co do śledztwa w ubikacji....
-Tak ?-  powiedział Andrzej
- Służba Bezpieczeństwa Narodowego nie dopatrzyła sie znamion  przestępstwa, zasugerowaliśmy, że chodziło jednak o słowo „wuj” a nie „wódz”.  A to nieszczęsne” C” to duze „J” napisane w odbiciu lustrzanym. Dzieci dysgraficzne, a takie dysfunkcje są często spotykane szczególnie u chłopców, często popełniają takie błędy w pisaniu i piszą litery odwrotnie. Tak też zostało to ostatecznie zaklasyfikowane.
- Doskonale – ucieszył się Andrzej. Panowie podali sobie ręce popatrzyli się na siebie znacząco.

- Niech pański brat zajrzy do mnie przed wizytą w Dziale Ochrony Ciąży – powiedział  Andrzej trzymając uchylone drzwi – napiszę dodatkową opinię dla nich, zapewne będzie mogła ona wiele ułatwić. Prawie wychodził , ale jeszcze raz odwrócił głowę i popatrzył na dyrektora. – A ten napis na drzwiach toalety to z pewnością był „wuj” – powiedział z naciskiem. - Przecież pańska szkoła to elitarna męska jednostka edukacji, sam kwiat młodzieży. Tu się nic niewłaściwego nie może wydarzyć. Jestem pewien, że to musiał być „wuj”.

wtorek, 22 marca 2016

JA MAM TO GDZIEŚ..

.
Kolumbia, Chile, Salvador, Guatemala, Nikaragua, Panama, Paragwaj, Wenezuela; Angola, Benin, Czad, Kongo, Gabon, Kenia, Lesotho, Madagascar, Mauretania, Niger, Nigeria, Senegal, Somalia, Tanzania, Togo, Uganda. Afganistan, Iran, Libia, Oman, Sudan, Syria, Yemen. Bangladesz, Irlandia, Malta – to są państwa o najbardziej restrykcyjnym prawie aborcyjnym na świecie. Według obywatelskiego projektu, który został złożony w sejmie przez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej "Stop aborcji", do nich miałaby dołączyć Polska. Wkrótce obudzimy sie w kraju, w którym prawa kobiet zostaną zredukowane do stanu pustosłowia. Stanu, w którym nawet ciąża zagrażająca życiu kobiety i ciąża z gwałtu będzie musiała być donoszona.

W Irlandii w 2013 roku doszło śmierci dentystki Savity Halappanavar, która zmarła w szpitalu w Galway w 17. tygodniu ciąży, po tym gdy odmówiono jej zabiegu, mimo że ciąża przebiegała z komplikacjami.W zeszłym roku w Paragwaju 11latka zgwałcona przez ojczyma urodziła dziecko ponieważ odmówiono jej prawa do aborcji. Dziewczynka w czasie porodu ważyła 30 kg. Z szacunków Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny wynika, że w Polsce dokonuje się nawet do 190 tys. nielegalnych aborcji rocznie. Ponadto zarówno w Polsce jak i w Irlandii turystyka aborcyjna do ościennych państw dopuszczających usuwanie ciąży nagminnie kwitnie, nabijając kabzę prywatnym gabinetom ginekologicznym i pośrednikom.
Ciąża zagrożająca życiu matki, według obrończyni życia Kaji Godek i Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej "Stop aborcji", to aborcyjny mit. Natomiast usunięcie ciąży z gwałtu jest, zdaniem garstki fanatyków ogarniętych prokreacyjnym szaleństwem z ich cynicznym guru Tomaszem Terlikowskim na czele, szkodliwe dla życia i zdrowia psychicznego zgwałconej kobiety. Jeżeli dziecko z gwałtu urodzi się, gwałciciel po zaliczeniu kary, jeśli wogóle zostanie mu zasądzona (bo polskie prawo nie broni zgwałconej kobiety, a zdaniem części społeczeństwa makijaż i krótsza sukienka to przyzwolenie do spółkowania z każdym) będzie miał prawo do kontaktów z dzieckiem i uczestniczeniu w procesie wychowawczym, albowiem jest jego biologicznym ojcem.
Powiem szczerze, nie dziwi mnie to. I będę może kontrowersyjna ale uważam, że polskie kobiety zasłużyły sobie w pewnym stopniu na fakt, że grupa demagogicznych psychopatów spod znaku zygotomanii będzie decydowała o ich życiu i wymagała od nich heroizmu nie bacząc na skutki fizyczne i psychiczne wymyślonych przez siebie nieludzkich praw.
Tak Polko, zasłużyłaś sobie na to, co w końcu stanie się faktem i jeżeli PIS nie znajdzie sposobu na uniknięcie niewygodnego dla siebie tematu, jakim jest obecnie wznowienie dyskusji o aborcji, będzie to musiał przegłosować. Będziesz rodzić dzieci swojego gwałciciela, będziesz do ostatniego dnia ciąży donaszać dziecko z bezmózgowiem i innymi ciężkimi wadami genetycznymi, które umrze za kilka godzin. Może nawet ty, lub twoja siostra, przyjaciółka,albo córka umrzecie przy porodzie, ponieważ lekarze z obawy przed konsekwencjami prawnymi grożącymi za przerwanie ciąży pozwolą ci się wykrwawić jak irlandzkiej dentystce.
Może być jeszcze inny scenariusz. Albowiem ty, albo ktoś z twoich bliskich zostaniecie skazane za bardziej czy mniej wyimaginowane narażenie życia płodu. Za aborcję, albo za poronienie, które ktoś uzna za sprowokowane, na przykład umyślnym przemęczeniem organizmu, dźwiganiem, niezachowaniem szczególnej ostrożności podczas prowadzenia samochodu. Taka ustawa stwarza bowiem mnóstwo możliwości interpretacji. Ale ty na nią w pełni zasłużyłaś.
Zasłużyłaś sobie na to gdy dałaś sobie przez lata wmawiac, ze jedno z najbardziej restrykcyjnych praw w Europie jest kompromisem. Zasłużyłaś gdy bez sprzeciwu pozwoliłaś na to, żeby fanatycy decydowali o twoim ciele i twoim życiu. Zasłużyłaś, kiedy uwierzyłaś, że farmazony, które wygadują feministki to pożywka szkodliwa dla twojego morale, a gender to demon grasujący po szkołach i deprawujący dzieci i ich rodziny. Zasłużyłas zaczytując sie w prawicowych faszyzujących portalach, nazywając Gazetę Wyborcza lewackim szmatławcem, a manify – ostentacją zboczeńców.
Zasłużyłaś milcząc, kiedy należało protestować, gotując obiad kiedy należało krzyczeć, idąc beztrosko na spacer kiedy banda natchnionych oszołomów składała do sejmu kolejny projekt, który ma decydować o twoim losie. Zasłużyłaś, kiedy nie zaniepokoiło cię, że niespełna pół roku temu odrzucenie poprzedniego projektu o całkowitym spenalizowaniu aborcji zostało przegłosowane tylko różnicą 28 głosów. I tobie to nic nie dało do myślenia.
Śmiałaś się, kiedy feministki mówiły o dyskryminacji kobiet w naszym kraju. Nadal tkwiłaś w mniemaniu, że masz w Polsce prawa – bo przecież możesz głosować, pracować i wychodzić swobodnie z domu, no i wolno ci mieć prawo jazdy. I w tym milczeniu akceptowałas to swoje miejsce, które ci coraz dobitniej wyznaczano. To milczenie i twój śmiech to była cała kwintesencja twojej kobiecości; rola własnie taka, jaką ci przydzielano. Możesz sie śmiać, bo uśmiechnięta kobieta jest bardziej kobieca, ale masz milczeć, bo kobiecie przystoi milczenie; to jest taki nasz nowy polski szariat. A jeśli myślisz, że na tej ustawie się zakończy – to jesteś w błędzie. Oni się nie zatrzymają. Kiedy osiągną całkowity zakaz aborcji, pójdą dalej. Zarządają wycofania tabletki EllaOne, kolejnego utrudnienia w dostępie do antykoncepcji, albo zupełnej jej delegalizacji, a sejm to poprze. Kiedy twarde dane zdemaskują, że zwiększenie dzietności Polaków dzięki programowi 500+ to nierealne mrzonki – jedynym skutecznym sposobem na poprawę sytuacji demograficznej będzie całkowity zakaz antykoncepcji. I oni ci to wytłumaczą, że to jest słuszne dla twojego dobra fizycznego i psychicznego. I ty znów w to uwierzysz.
I na to własnie zasłużyłaś Polko. Obserwując, dyskutując, słuchajac tego co kobiety mówią, czytając co wypisują w komentarzach z całą odpowiedzialnością za swoje słowa uważam – zasłużyłaś. Mnie to na szczęście już nie dotyczy. Jestem za stara i do tego mam jedynie syna, a nie córkę, na której życiu mogłaby zaważyć ta ustawa, więc praktycznie mnie to nie obchodzi. Ja mogę mieć to gdzieś.
Kolumbia, Chile, Salvador, Guatemala, Nikaragua, Panama, Paragwaj, Wenezuela; Angola, Benin, Czad, Kongo, Gabon, Kenia, Lesotho, Madagascar, Mauretania, Niger, Nigeria, Senegal, Somalia, Tanzania, Togo, Uganda. Afganistan, Iran, Libia, Oman, Sudan, Syria, Yemen. Bangladesz - to przecież doskonałe towarzystwo. I TU JEST POLSKA.

niedziela, 20 marca 2016

JESTEM BOLKIEM


Tekst opublikowany na Fb; 24 02 2016


Ostatnio dopada mnie bezustannie niekończący się rechot historii. Paradoksalnie wcale niekoniecznie z powodu, iż osoby z mojego pokolenia, które nosiły atrybuty Flower Power i które razem ze mną śpiewały „Imagine there is not heaven” stoją dzisiaj po drugiej stronie barykady. Niektórzy z nich agitują za narodowym faszyzmem; inni dalej śpiewają, ale tym razem peany na rzecz Ojca Dyrektora, oraz o tym jak to Andrzej Duda nam się udał; jeszcze inni nie opowiedzieliby się zapewne przeciwko ubojowi rytualnemu stawiając wolność do wyznawania religii ponad prawa zwierząt. Ale to akurat dziwi mnie jeszcze stosunkowo najmniej.

Nigdy nie sądziłam natomiast, ze koło historii potoczy się tak szybko. Kiedy w 1990 roku wracałam z Grecji do Polski nie podejrzewałam, że w 15 lat później Lech Wałęsa stanie się wrogiem publicznym numer 1 , Danuta Wałęsowa w obronie meża wystąpi nawet przeciw kościołowi, a teczki Kiszczaka zostaną uznane za narodowe objawienie. Kiedy 1 maja 2004 roku organizowałam u siebie 3-dniową imprezę z okazji wejścia Polski do Unii Europejskiej nie sądziłam, że tak szybko będę pod flagami polską i unijną musiała prawa do tej swojej europejskości spowrotem się domagać.

Chichot historii brzmi tym głośniej, że z niemałym rozbawieniem dowiaduje się, że jestem komunistą i złodziejem, a wczoraj nawet poseł Żałek poinformował mnie że mam krępującą przeszłość w SB i UB, o czym do tej pory nie wiedziałam. O noszonych przez siebie futrach, oraz o tym, ze jako wegetarianka jestem objawem choroby, która toczy Polskę już nie wspomnę.

Nie, nigdy nie tęskniłam za PRL i nigdy nie sprzedałabym wolności za bezpieczeństwo socjalne. Moja młodość przypadła na czasy, kiedy cały świat zdawał się mówić, „tyle twojego parkietu, ile go sobie wydepczasz” „nie licz na nic i na nikogo, licz na siebie” Więc deptałam sobie ten parkiet, wyjeżdżając za chlebem, chociaż nie z Polski, układając sobie wszystko sobie od zera. Zakładając firmę, pracując 12 godzin na dobę deptałam sobie swój parkiet od nikogo nic nie oczekując i po nic nie wyciągając ręki. Nie oczekiwałam od państwa żadnej opieki i od 20 lat nic od niego nie brałam, nie chodząc po zasiłek nawet jak były miesiące, kiedy mi się należał, płacąc ZUS, choć od 10 lat raz byłam przez 5 minut u państwowego lekarza (notabene po wypisanie zaświadczenia, ze jestem zdrowa). I wierzyłam, że tak powinno być, że pomóc należy tym, którzy są chorzy, niepełnosprawni albo zniedołęzniali, a ci którzy mają dwie ręce i są zdrowi – to na siebie pracują. Od państwa chciałam tylko tyle, żeby mi nie przeszkadzało, żeby nie mówiło jak mam żyć, w co wierzyć i ile mieć dzieci i jak się odżywiać. Za to, ze nie wyjechałam z tego kraju a jedynie z miasta teraz będę się dokładać do programu 500+ i długu, który musi spłacić PIS Toruniowi, a za chwilę okaże sie, że nie będę sobie mogła kupić ziemi, bo nie jestem rolnikiem. Ale to wszystko jest dobra zmiana. W końcu jestem beneficjentem III Rzeczpospolitej i oderwano mnie właśnie od koryta...

Jedyny chichot historii, który mnie trochę podbudowuje, to fakt, ze moi punkowi koledzy publikują dzisiaj na Facebooku utwory Anny Jantar i "Partity" – czyli tej mainstreamowej muzyki przeciwko, której moje pokolenie się wtedy buntowało, i której słuchanie to był w tamtych czasach największy obciach . Podbudowuje mnie bo łatwiej jest mi w końcu oficjalnie wyznać i moje grzechy. Otóż bijąc się w piersi wyznaję, że sama zakupiłam ostatnio płyty Electric Light Orchestra i Bonney M, a z radia z przyjemnością wysłuchałam Smokie i oraz zespołu Happy End. W tej kwestii mogę się uczciwie przyznać moi drodzy bojownicy z lat młodości, durnej i chmurnej. ZDRADZIŁAM.

Historio, historio,
ty żarłoczny micie,
co dla ciebie znaczy
jedno ludzkie życie?
Orszaki, dworaki,
szum pawich piór!



https://www.youtube.com/watch?v=TbYxEKCpm4w

niedziela, 13 marca 2016

UWZNIOŚLENIE CHAMA


Nie sądziłam, że jeszcze kiedyś będę chciała pisać. Uważałam ten etap mojego życia za definitywnie  zamknięty. Ale najwyraźniej potrzebuję tego, żeby nie zwariować. To nie będzie klasyczny blog, nie mam jeszcze pomysłu co ostatecznie z nim zrobię. Nie mam też żadnego doświadczenia z techniczną stroną blogosfery, ale od czegoś trzeba było zacząć, więc chwilowo forma jest dosć prostacka
Postanowiłam pisać ten blog  trochę później niż powstały niektóre wpisy. Postanowiłam je jednak tu umieścić wszystko, co uważam za drugą generację swojego pisania, a co udało mi się odgrzebać na dysku i jako zamieszczone Fb oraz oczywiście to, co powstaje na bieżąco.. Uwznioślenie chama było chyba moim pierwszym zapisem refleksji nad rzeczywistością jakie zdecydowałam się umieścić na Fb. Pochodzi z 12 listopada 2015.

* * *

Mówiąc szczerze fakt, iż tegoroczny marsz niepodległości zorganizowany przez narodowców przeszedł „wyjątkowo spokojnie” nie cieszy mnie wcale a wcale – raczej przeraża. Przeraża, bo to oznacza, że ktoś nad tym dobrze panuje – i to kontroluje. Chuligańskie ekscesy nie przysparzały Ruchowi Narodowemu zwolenników innych niż pseudokibice. Takich jak ci, którzy znalazłszy sie na antenie wraz z dziennikarką Polsatu krzyczą „Jebać TVN”. Ci, którzy nad tym panują dysponują dużą siłą. Weszli do sejmu za listach Kukiza, nie sa prymitywni, niewykształceni jak ich elektorat. Są medialni, wyedukowani, studiowali ekonomię, filozofie, obronę narodową – i jeśli potrafią nad tym elektoratem zapanować - to są groźni.
Druga moja refleksja. Analizując to co się obecnie wydarzyło – nadeszła właśnie przerażająca epoka Mam nieszczęście odczytać na Fb szereg pro-Pisowskich memów, haseł, dowcipów i abstrahując od ich zawartości propagandowej i ideowej, bo potrafię się na chwilę od tego zdystansować i ocenić je przez pryzmat czysto intelektualny – najbardziej żenująca dla mnie jest ich płaskość, płytkość, prymitywność. Szczyt „niskich lotów” i wyjątkowego chamstwa i bezmózgowia zapamiętałam z kampanii prezydenckiej. Były to zdjęcia wyjątkowo źle sfotografowanej Komorowskiej i obrobionej na Fotoshopie Dudowej. Te porównanie płaskie – prymitywne sprowadzające wartość jednostki do wymiaru czysto fizycznej budziły we mnie zwykłe czysto ludzkie odruchy obrzydzenia. Były płaskie, seksistowskie i odrażające. Takiego samego lotu jest obecna Pisowska propaganda – poprowadzona na poziomie ich elektoratu – płytkiego, prymitywnego, bezmózgowego. Kiedy patrzę iż te odrażające memy udostępniane są przez osoby, które same w sobie nie są niewykształcone ani prymitywne – to również budzi moje przerażenie. Przerażenie, że oto nastąpiła epoka „UWZNIOŚLENIA CHAMA”.